Strony

22.10.09

toutes les choses


krótkie usprawiedliwienie:
z internetem wciąż mamy problem - formalności związane z otwarciem linii wyczerały moją cierpliwość. po ponad dwóch tygodniach walki - kapituluję!
w związku z tym muszę korzystać z przewrotnego wifi na uczelni d., która jest blisko naszego minimieszkanka lub też z internetu, jaki można "złapać" w większość McDonaldów (McDo) w Paryżu

a teraz - co udało nam się załatwić od ostatniego razu (bo załatwianie formalności, niestety wypełnia większość naszego czasu)

wysłaliśmy dokumenty potrzebne do CAFu:
  • podanie wydrukowane z internetu
  • kserokopie naszych dokumentów (paszporty, karty EKUZ, francuskie legitymacje)
  • papiery wypełnione przez właścicielkę mieszkania
  • RIB (nowe i ważne - świstek z francuskiego banku, na którym wypisane są wszystkie numery konta, kody, ibany i swifty - niezbędne przy wychodzeniu z domu!)
  • jakieś oświadczenie, na którym trzeba się podpisać
wysłaliśmy podanie o bilet roczny - magiczną kartę Imagine R
(czeka się na nią ok. 3 tygodnie; ja dostałam swoją po ok. dwóch - d. jeszcze nie dostał niczego i zdaje się, że jego karta została odesłana, bo listonosz nie widział nazwiska d. na naszej skrzynce)

zapisaliśmy się "pedagogicznie" na zajęcia (s'inscrire pedagogique)
tzn. zapisaliśmy się na zajęcia - uwaga! we Francji nie istnieje coś takiego jak usos!!! trzeba zapisać się na wybrane zajęcia w sekretariacie na specjalnym formularzu (fiche pedagogique);
zapisy - podobnie jak u nas - mają określony termin np. do końca października - tak jest u mnie;
przed tą datą można chodzić na różne zajęcia, by je wypróbować

a poza tymi najistotniejszymi sprawami...
miesiąc... miesiąc minął tak szybko!
pogrążona w papierkowych obowiązkach, straciłam rachubę czasu
teraz, kiedy mam już swój francuski adres, nr konta i status tutejszej studentki, kiedy chodzę po bagietkę do ulubionej piekarni i życzę sobie codziennie z panią piekarką bonne journée, kiedy zapamiętuję godziny kolejki i codziennie rano biegnę, bo wiem, że za późno wyszłam, kiedy uśmiecham się do współtowarzyszy podróży, gdy poraz kolejny pracownicy linii RER postanowili zastrajkować, a my musimy uzbroić się w cierpliwość, kiedy wpadam na uczelnię i witam się ze znajomymi już erasmusami, kiedy pani w sekretariacie zwraca się do mnie po imieniu, kiedy siedzę we Fnacu na podłodze zagłębiając się we francuską gramatykę, kiedy coraz lepiej wychodzi mi odmiana czasowników, kiedy siedzę na schodach prowadzących do Sacré-Coeur i słuchając gitary jednego z wielu muzyków, którzy liczą na hojność turystów, oglądam cały Paryż z ciągle zapartym tchem, kiedy z pomocą S. udaje mi się znaleźć na Sorbonie i słuchać strukturalistycznego wykładu o literaturze i sztuce (litterature et peinture), kiedy wieczorami śmiejemy się, siedząc z tyloma nowymi, ale przecież już bliskimi osobami i otwierając kolejną butelkę wina, opowiadamy swoje najnowsze przygody na paryskim froncie...
teraz dociera do mnie, że naprawdę tu jestem

3.10.09

formalności, formalności

internet! internet!

mamy wreszcie mieszkanie, ale nie mamy internetu! dlatego mam wielkie trudności z zamieszczeniem jakiejkolwiek notki

ale po kolei: będzie trochę o francuskiej biurokracji, podpisywaniu umowy o mieszkanie, zakładaniu konta w banku...

mimo tego, że na ogłoszenia mieszkaniowe można trafić na każdym kroku, te lepsze zostają zajęte w ciągu pół godziny. niektórzy wynajmujący zapraszają na spotkanie - une visite - gdzie zbierają dokumenty od wszystkich kandydatów - les documents, les papiers - by stworzyć le dossier i obiecują oddzwonić, czego nigdy nie robią, bo zwykle jest się 40. osobą na liście.

czasem jednak udaje się obejrzeć mieszkanie, porozmawiać z właścicielem (wynajmującym), a nawet stać się potencjalnym lokatorem (!), lecz wtedy właśnie okazuje się, że CC (charges compries = opłaty wliczone) nie zawierają electricite (elektryczność) ani taxe d'habitation (opłata mieszkaniowa?), ani nawet assurance d'habitation (ubezpieczenie od mieszkańca!?!?!?). nie wspomnę już o internecie...

i w ten sposób cena mieszkanie może wzrosnąć nawet o 100 euro, ale jeśli poza tym wszystko jest ok, nie warto się tym bardzo przejmować, bo wreszcie ma się francuski adres, który jest przepustką do tego, by cokolwiek zrobić w tym kraju.

adres... adres...

chyba jeden z najśmieszniejszych francuskich paradoksów polega na tym, że do wszystkiego właściwie potrzebny jest francuski adres, ale by go mieć - trzeba założyć konto we francuskim banku (bo innych nie tolerują), ale konta nie można założyć bez francuskiego adresu...

Francja to kraj biurokratów! teraz już przyzwyczailiśmy się do tego, że nie wychodzimy z domu bez grubej teczki pełnej papierów, bo nigdy nie wiadomo, gdzie i kiedy będą nam potrzebne: zaświadczenie o zamieszkaniu we Francji, certificat de scolarite (zaświadczenie z uczelni), legitymacja, dokumenty z banku (RIB), zaświadczenie o ubezpieczeniu, kserokopie dowodu, paszportu, legitymacji, umowa o mieszkanie... przydatna staje się też kserokopia dowodu właściciela mieszkania(!)

kolejnym moim celem jest załatwienie biletów rocznych (specjalna koperta ze specjalnym pismem, które trzeba wysłać z plikiem kolejnych dokumentów i zaświadczeń) i wreszcie CAFu (i znowu pliki papierów). no i internet, bien sur!

to zabawne, ale jedna znajoma, która mieszka tu już szósty rok, zdradziła nam, że większą część wszelkich papierów, Francuzi muszą przchowywać do końca życia!!!